Ten wpis nie ma na celu pokazywać wam, jaką to ja jestem świetną mamą, czy poinstruować, co powinno się mówić takiemu maluszkowi, który nie wypowiada nawet jednego słowa. Piszę go, bo trochę prywaty nie zaszkodzi.
Wiecie, na świecie są miliony wspaniałych cytatów, morałów, które motywują, podnoszą na duchu, zmieniają tor, którym idziemy. Trzeba je tylko znaleźć i podeprzeć na nich swoje serce.
Już za chwilę zaczynamy, próbowanie, smakowanie, podjadanie. Pola zbliża się do ukończenia szóstego miesiąca życia i w związku z czym traci miano całodobowego ssaka piersi. Witajcie jabłuszka, marcheweczki i pyreczki!
Jak każdy szanujący się bloger, powinnam w tym momencie napisać ciepły wpis o zbliżających się Świętach. O prezentach, poradach na zgagę lub chociaż napisać przewodnik o tym, jak nie Zwariować w świątecznym szale. Napiszę. O tym, jak nie zwariować podczas rozmowy ze świeżo upieczoną mamą.
Mam dla Was małą anegdotkę z czasów, gdy wesoło kroczyłam sobie po korytarzach uczelni i kiedy to moim największym zmartwieniem była duża kolejka w punkcie ksero, a potrzebowałam notatek na wczoraj. Studia... Te moje były naprawdę fajne.






