Spotkaliście się już z określeniem "rodzicielstwo bliskości"? Może go nie czujecie, a może jesteście gorącymi wyznawcami?Mnie to określenie zafascynowało. Gdy urodziła się Polka, czytałam, uczyłam się, myślałam: "hej! To jest to!". I przyszedł na świat Tolek. Wróciłam do pracy. I życie zweryfikowało.Czym jest "rodzicielstwo bliskości"?Zaczęło się od amerykańskiego pediatry Williama Searsa, który oparł wychowanie o teorię przywiązania. Wniósł w swoje badania tezę, że...


















Tegoroczne dłuuugie wakacje powoli dobiegają końca, ale mamy jeszcze czas na ostatnie zwiedzanie i wyjazdy. Jeśli przed Wami wolna niedziela, a nie odwiedziliście już wszystkie muzea, opalać się nie zamierzacie i jesteście nastawieni na dużo atrakcji w jednym miejscu (co by dzieci się zajęły, a Wy chcecie wypić po prostu kawę), polecam Rodzinny Park Rozrywki Bryllandia w Witaszycach. Zobaczcie, co dla Was przygotowali!...
Choć z wyglądu przypominają aniołki, małe dzieci potrafią rozłożyć na łopatki niejednego dorosłego. Chciałoby się, by były wiecznie niewinne i słodkie, a tymczasem słyszymy słowa, od których łza się w oku kręci.
![]() |
Źródło: pixabay.com |
O co chodzi temu małemu człowiekowi?
Są dni, kiedy słowa "małe dziecko, mały kłopot, duże dzieci - duży kłopot..." nabierają jednak znaczenia. Pola skończyła 3 lata, jej zasób słownictwa jest coraz bogatszy, a my właśnie wchodzimy na nowy etap rodzicielstwa: wychowanie.
Okazuje się, że nie jest to takie proste, jak się do tej pory wydawało. Niby małe dziecko, ledwo od ziemi sięga, a jednak mnie: osobę dorosłą, wykształconą, z jakimś tam doświadczeniem życiowym, często gęsto przypiera do ściany i zmusza do szukania sposobów na podejście do własnego dziecka.
Ostatnimi czasy moje zwoje mózgowe intensywnie odpierają atak okrutnym, wwiercającym się w głowę słowom pokroju:
"Nie lubię cię / nie kocham cię / jesteś głupia".
Ego rozjuszone, zranione, podsuwa myśli: "Jak śmiesz, ja tobie całą siebie daję, tyle dla ciebie robię, a ty, dziecko bezczelne, niewdzięczne..." itd... I jest to pierwszy podstawowy błąd. W tej sytuacji zamiast skupiać się na własnych emocjach, powinniśmy nie odrywać wzroku od dziecka!
Jeżeli maluch wypowiada takie słowa, musi się dziać coś, co bardzo go porusza, wyzwala złość, wściekłość. Te słowa nie są niczym innym jak zakomunikowaniem nam, że to, co zrobiliśmy/ powiedzieliśmy burzy dziecku krew w żyłach. Kiedy już zapali się ta czerwona lampka najlepiej jest przyjrzeć się sytuacji. Takie słowa mogą paść w momencie, kiedy np.:
Okazuje się, że nie jest to takie proste, jak się do tej pory wydawało. Niby małe dziecko, ledwo od ziemi sięga, a jednak mnie: osobę dorosłą, wykształconą, z jakimś tam doświadczeniem życiowym, często gęsto przypiera do ściany i zmusza do szukania sposobów na podejście do własnego dziecka.
Ostatnimi czasy moje zwoje mózgowe intensywnie odpierają atak okrutnym, wwiercającym się w głowę słowom pokroju:
"Nie lubię cię / nie kocham cię / jesteś głupia".
Ego rozjuszone, zranione, podsuwa myśli: "Jak śmiesz, ja tobie całą siebie daję, tyle dla ciebie robię, a ty, dziecko bezczelne, niewdzięczne..." itd... I jest to pierwszy podstawowy błąd. W tej sytuacji zamiast skupiać się na własnych emocjach, powinniśmy nie odrywać wzroku od dziecka!
Jeżeli maluch wypowiada takie słowa, musi się dziać coś, co bardzo go porusza, wyzwala złość, wściekłość. Te słowa nie są niczym innym jak zakomunikowaniem nam, że to, co zrobiliśmy/ powiedzieliśmy burzy dziecku krew w żyłach. Kiedy już zapali się ta czerwona lampka najlepiej jest przyjrzeć się sytuacji. Takie słowa mogą paść w momencie, kiedy np.:
- nie pozwolisz dziecku siedzieć na stole, a ono bardzo chce;
- kiedy krzyczysz na dziecko w przypływie złości, bo rozsmarowało twoją ulubioną szminkę na lustrze;
- kiedy wymieszasz jogurt z sosem w Fantazji, a dziecko nie wyraziło zgody ...
- i tak dalej...
Sytuacje mogą być prozaiczne dla nas i groteskowe, ale pamiętajmy, że dzieci pojmują świat bardzo serio i dla nich naprawdę patyki zebrane na spacerze są magicznymi różdżkami najcenniejszymi w całym kosmosie.
Wiadomo, dużo lepiej byłoby usłyszeć od dziecka:
"Jestem zły, bo chciałam oglądać ten odcinek "Psiego Patrolu", a ty wyłączyłaś telewizję. I to nic, że znam go na pamięć!" zamiast "JESTEŚ GŁUPIA, NIE LUBIĘ CIĘ!", ale bądźmy ze sobą szczerzy:
dorośli także mają problem z nazywaniem swoich uczuć i często w kłótni wyrzucają sobie milion spraw, nie będąc świadomymi od czego w ogóle wymiana zdań się zaczęła. Co dopiero dzieci, które nie posiadają takiej jak rodzice wiedzy o świecie, innych ludziach, brak im tego doświadczenia i życiowego balastu?
Dla mnie samej etap macierzyństwa to jeden wielki sprawdzian moich kompetencji. Test odpowiadający na pytanie, czy już jestem DOJRZAŁYM dorosłym, czy jeszcze tylko dorosłym?
Dla mnie samej etap macierzyństwa to jeden wielki sprawdzian moich kompetencji. Test odpowiadający na pytanie, czy już jestem DOJRZAŁYM dorosłym, czy jeszcze tylko dorosłym?
Dzieci są dziećmi, ich umiejętności interpersonalne kształtują się długi czas, a świadome komunikowanie swoich uczuć czy potrzeb, pojawia się dopiero pod dobrym kierownictwem dorosłych właśnie. I uwaga! Dziecko nauczy się kiedyś rozmawiać o emocjach, nazywać uczucia, jeśli rodzic również będzie umiał to robić! Cudów nie ma.
Co więc robić?
Jak żyć, kiedy maluch tak ochoczo wykrzykuje niemiłe dla nas słowa?
Przede wszystkim bierzemy to "na klatę". Nie pozwalamy ponieść się własnym emocjom.
Wpatrujemy się w sytuację i nazywamy ją, lub próbujemy zgadnąć, o co poszło. Starsze dzieci mogą już odpowiedzieć na pytanie:
- Dlaczego tak mówisz?
Młodsze pewnie będą miały kłopot z odpowiedzią, więc można z nimi zgadywać:
- Jesteś zły, bo...? Złości cię, gdy...? Nie lubisz kiedy...?
Staramy się przegadać sytuację. Im bardziej dziecko poczuje, że jesteśmy nim zainteresowani, tym szybciej się uspokaja, a kiedy już rozmowy wejdą na wyższy pułap, omawiane sytuacje będą trwać dosłownie kilka minut, po czym padniecie sobie w ramiona.
Gdy już dojdziemy do rozwiązania tej krzyżówki o haśle "nie lubię cię!" próbujemy znaleźć wyjście z sytuacji. Może to być, np. wytłumaczenie ("wzięłam tą zabawkę, bo nie wydaje mi się ona bezpieczna"), zastąpienie ("a może tym razem wypijesz wodę z zielonego kubka, a następnym razem wypijesz dwa kubki wody w kubku czerwonym?"), uspokojenie ("widzę, że bardzo cię to rozzłościło, nastepnym razem zrobię to inaczej").
Tu polecam Wam kilka książek, w których krok po kroku nauczycie się rozmawiać z własnymi dziećmi.
- J. Faber, J. King "Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały"
- A. Faber, E. Mazlish "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły"
- T. Gordon "Wychowanie bez porażek"
Na koniec przytoczę słowa mojej znajomej:
"Tylko spokój może nas uratować"
I jest to święta prawda.
P.S. Powyższy wpis to moja opinia, którą wyrobiłam sobie czytając wiele publikacji. Sama nie jestem ekspertem ani specjalistą, zachęcam do szukania własnych dróg i zaczytywania się w lekturze ;)
P.S. Powyższy wpis to moja opinia, którą wyrobiłam sobie czytając wiele publikacji. Sama nie jestem ekspertem ani specjalistą, zachęcam do szukania własnych dróg i zaczytywania się w lekturze ;)









Ciepło, gorąco. Natura kwitnie, chowamy maseczki i wychodzimy z domów. Stęsknieni za zielenią, spacerami, rozmowami i innymi ludźmi. Ach, i za lodami na śniadanie, obiad i kolację. ;) Lato pojawiło się, choć czasem jeszcze płata figle. Pomimo chmur i częstych deszczów, na skórze wciąż pojawiają się nowe pocałunki słońca, a w nas wciąż nie gaśnie energia do wyjścia poza mury domu. Zamknięcie nie...
Nasze podróżowanie jeszcze nie miało takiego znaczenia, jakie ma teraz. Zamiast chodzić po górach, czy pływać w jeziorkach, robimy małe kursy i bywamy tam, gdzie... bywają zwierzaki ;)
Powrót do życia po kwarantannie uczciliśmy przy pierwszej, gorącej niedzieli. Kierunek: Ślesin, ale nie chodziło nam o wylegiwanie się na plaży, czy pływanie w jeziorze. Niedaleko, w Szyszyńskich Holendrach trafiliśmy do Alpakarnii.
KILKA INFORMACJI
Przed wizytą należało zrobić rezerwację i umówić się na określoną godzinę.
Na miejscu przywitał nas właściciel Alpakarnii, których pobrał opłatę, przekazał zasady obchodzenia się ze zwierzętami i rozdał nam marchewki, którymi mogliśmy je karmić.
Po krótkim wstępie weszliśmy na teren posiadłości i mieliśmy do dyspozycji dwie stodoły i wybiegi. Chodziliśmy obok alpak, kóz. Można było podpatrzeć, jak wytwarza się wełnę z futra alpak, którą tworzyła na naszych oczach właścicielka.
Na miejscu jest mały sklepik z pamiątkami oraz ławki ze stołami, przy których można usiąść.
Zwierzęta są zaznajomione z człowiekiem, raczej pozwalały się dotykać (szczególnie kozy). My byliśmy zachwyceni i szczerze polecamy taki wyjazd. Alpaki mają w sobie coś naprawdę magicznego :)
Miejsce: Szyszyńskie Holendry "Alpakarnia"
Cena: 15zł dorośli, dzieci do lat 3 za darmo
Parking: na miejscu
Dojazd: dość łatwy
Wyżywienie: brak
Toalety: brak (ale miejsce położone jest w środku lasu ;) )
Uwagi: wymagana wcześniejsza rezerwacja
Pola. Moja dziewczyna z coraz silniejszą osobowością. Patrzę na nią i każdego dnia uczę się jej coraz więcej. Pochłaniam ją i zachwycam taką brudną na buzi, zajętą zabawą, tonącą w jej własnych myślach i planach... ...