Dumka o tym, jak pewna kobieta nie miała swojego życia.

Znam pewną kobietę, a nawet kilka kobiet, które kiedyś się pogubiły i trafiły na złą ścieżkę. Drogę czyjegoś życia. Zapomniały o swoim i zajęły się tymi obcymi. A teraz uważają je za własne.


Gdy była nastoletnią dziewczyną, żyła z dnia na dzień. Odkrywała tajemnice swojego ciała, powoli wkraczała w dorosłość.
Później, na studiach, gdy wiedziała dużo więcej, nie czuła mijającego czasu. Bawiła się, poznawała coraz to nowych chłopaków, zwiedzała świat. Inna zaczytywała się w romansach, chodziła na spacery i cieszyła się z wyjazdów na łono natury. Jeszcze inna pomagała rodzicom, uczyła się sumiennie i robiła plany na przyszłość. Każda z tych kobiet miała czas dla siebie, spełniała się, kochała, rozwijała.

Kiedy któraś z nich poznała miłość swego życia, gdy pojawiło się dziecko, wszystko wywróciło się do góry nogami. Zrodziły się nowe obowiązki. Dom, praca, potomstwo, mąż. Czas dla każdego, czas na wszystko, co trzeba zrobić, bo tak jest świat urządzony.

Rodzina, przyjaciele, dzieci, pies, partner. 
Pranie, gotowanie, zakupy, praca zawodowa, wycieranie kurzy.

Na początku, czasami, te wszystkie korzystające z życia kobiety chciały coś jeszcze dla siebie. Umawiały się na spotkania z przyjaciółkami choć raz w tygodniu. Później raz w miesiącu chodziły tylko do kosmetyczki. Z czasem znajdowały jedynie chwilę na fryzjera co trzy miesiące. Stanęło na tym, że mogły czytać książki jadąc autobusem, przy okazji. W końcu i to się skończyło, bo litery zaczęły się zlewać, skupienie nie przychodziło, chciało się być już w domu.

Oto nadszedł moment, który wciągnął każdą tą kobietę w wir obowiązków, rzeczy do zrobienia. Czas przyzwyczajania innych do tego, że jest się na każde zawołanie, że zawsze przyjdzie się z pomocą.
Kobieta nie oponowała, myślała, że tak trzeba. Z czasem nawet zaczęła sobie wmawiać, że to ją cieszy. Uszczęśliwia. Wyręczanie dzieci, odsamodzielnianie je. Wyręczanie męża, któremu jak najbardziej było to na rękę. 

Tak trwała, zapominając o tym, jak kiedyś lubiła słuchać muzyki każdego dnia. Zapominając, że można wychodzić na spacery albo wypić w spokoju kawę na tarasie małej kawiarenki. Zapominając, że ma się swój ulubiony kolor, swoje rytuały i własne marzenia.

Mijały lata i znów przyszedł nowy czas, nowy okres w jej życiu. Dzieci dorosły, znalazły własną drogę. Przyjaciółki po ciągłych odmowach zajęły się sobą. Mąż jakoś interesował się mniej niż za czasów narzeczeństwa.

Zmiany nie są łatwe do przyjęcia. Kobieta postanowiła zostać w swoich wygodnych kapciach, przybrudzonym fartuchu. Trudno byłoby jej odnaleźć się z powrotem na tej drodze malowania paznokci, wychodzenia do kina, czytania książek. Przerzucenia skupienia na siebie.

Postanowiła nic nie zmieniać. W końcu było jej tak dobrze. I wszystkim wkoło było dobrze! Tylko dlaczego teraz w domu taka cisza? Telefon milczy, a ona przecież może doradzić. Przecież tyle wie, życie ją nauczyło... Chętnie też coś załatwi za innych, po co mają się trudzić, ona może od razu...

Cisza robi się coraz głębsza. Zaczynają od niej boleć uszy. Do głowy nachodzą dziwne myśli. A co, jeśli...?

Każdego dnia robi się coraz dziwniej. Ręce swędzą od braku roboty. Usta wysychają, bo nie mają do kogo się otworzyć. Ciało nie chce siedzieć, podchodzi do okna i odchodzi, by za chwilę znów podejść.

Telefon świeci gdzieś na szafce, korci. Wystarczy wysłać SMS, wybrać numer. Czasem można wejść na piętro domu, by zobaczyć, co u córki. By już mieć pewność, że wszystko dobrze. A może czegoś będzie potrzebowała? 
Okna już nie parzą, firanki bezpiecznie zakrywają. Balkon zaczyna kusić lepszą widocznością. Ławka na ogrodzie także daje dobre pole do obserwacji.

Rozmowy stają się niewystarczające. Zostaje po nich niedosyt, że jeszcze czegoś się nie wie, że trzeba dalej dopytywać. Im mniej się widzi, tym więcej chce się wiedzieć. Robi się nerwowo, bo dorosłe dzieci już nie opowiadają wszystkiego, jak w czasach podstawówki. Mąż nauczył się już życia w pojedynkę. Koleżanki wolą jednak towarzystwo swoich rodzin.

Dom w końcu odbija echo serca, które słychać w ciągłej ciszy. Należy wyjść, ruszyć się. Pokręcić po sklepach, zapukać do drzwi starych znajomych. Odkryć nowe pola wiedzy, poplotkować i odnieść wrażenie, że ma się swoje życie. Żerując na historiach innych ludzi, wmawiając sobie, że znów jest się kimś, bo się bywa, bo się wie.

Kobieta nie zauważa, że kręci się w kółko. Od dzieci, przez znajome, przez męża. Każdego pyta, chce wiedzieć, kontrolować. Już nie wyręczać, ale chociaż trzymać rękę na pulsie. Nie widzi też, jak bardzo uzależniające stają się jej dociekania. Robi się natarczywa, łapie za słówka. Frustruje ją brak wiedzy, nie wie dlaczego widzi w oczach innych niechęć do siebie. Udaje, że tego nie ma, ale czuje to pod skórą. 

Wszystkie zachody i starania po to, by mieć złudzenie bycia potrzebną. Przydatną. Nie czuć się wykluczoną, odsuniętą na bok. Samą?
Ta kobieta już nie szuka swojej dawno porzuconej drogi, bo potrzebowałaby do tego zbyt wiele sił i mocy, których posiadania nie czuje. Ona nie chce się sparzyć, gdy coś się nie uda. Gdy wyda się sobie śmieszna. Woli iść ścieżką, która tyle lat dawała jej ułudę szczęścia i bezpieczeństwa. Nawet jeśli miałaby to być droga przez ruchome piaski. 

Dla niektórych kobiet ma to sens. Bo przecież każdy może żyć jak chce. 

Dobrego życia.
Jakiego chcecie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

INSTAGRAM

@zan.garczynska

Uwaga!

Wszelkie prawa zastrzeżone. Moje dumki są moją własnością, prywatne zdjęcia również. Skontaktuj się ze mną, jeśli kiedykolwiek przyjdzie Ci do głowy coś skopiować lub podebrać!