Wakacje dla duszy i ciała.

"Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej ". Z założenia wyjechaliśmy na tydzień. Przez diametralną zmianę pogody wróciliśmy dwa dni wcześniej. Zmęczeni, z ulgą myśleliśmy o własnym, wygodnym łóżku. Przekroczyłam próg domu i... O ironio! Chciałam więcej urlopu.

Na studiach powiedziano nam kiedyś, że warto mieć takie miejsce, do którego zawsze można będzie wrócić. Stałą przestrzeń, która zawsze będzie, bez względu na okoliczności. Takie miejsce, w którym spotykasz się sama z sobą, wyrzucasz problemy z głowy i cieszysz się bytem. Można uznać to za schronienie, w jakim można spokojnie, z głębokim oddechem przetrwać burze i zawirowania.
Podczas wykładu padło porównanie tego punktu do zupy na pierwsze danie. Dla niektórych zupa zawsze musi być. I kiedy jej nie ma przez dłuższy okres czasu, to z przyjemnością wraca się do obiadów dwudaniowych, tych prawdziwych i wartościowych. Wiecie o czym mówię? To tak, jak powrót do czegoś, co w dzieciństwie sprawiało nam ogromną przyjemność i radość, zagubione gdzieś po drodze dorastania i przypomnienie sobie o tym po latach. Przechodzę to teraz robiąc zakupy w Biedronce i zachwycając się smakiem gum Turbo.

Na pewno przychodzi wtedy do głowy jedno takie miejsce - dom rodzinny. Ten, do którego wraca się z sentymentem i spokojem. Do domu, w którym czeka ciepła herbata, znajome kąty i wspomnienia czasu beztroski i zabawy. W powyższym porównaniu z zupą chodzi o sugestię, by to miejsce było w nas, gdzieś w głębi i by odnajdywało się je za pomocą myśli lub wspomnień. Nikt mieszkający w innym kraju nie przebywa tysięcy kilometrów po to, by odsapnąć od problemów w domu dzieciństwa.

Podkreślmy jeszcze raz: jesteś na swoim miejscu wtedy, gdy po prostu to czujesz i jest ci dobrze. Gdy zapominasz o złym i cieszysz się chwilą. Gdy masz apetyt na kwaśne wiśnie i nie narzekasz na wszystko wokół. Jako, że mamy lato, nietrudno jest znaleźć chęć na szukanie ucieczki od codzienności. 

Z Lubym obiecaliśmy sobie, że choćbyśmy nie mieli grosza przy duszy, to urlop raz w roku być musi. Tego lata zachciało się zobaczyć Mazury. Nigdy tam nie byłam, ze względu na odległość i jakąś taką małą popularność Mazur w moich kręgach.

Na początek Warszawa. Artur nie zwiedzał jeszcze stolicy, ja darzę ją niewyjaśnioną sympatią. Byłam tam turystycznie już dwa razy, niemniej za każdym razem czaruje mnie na każdym kroku. Trzy dni dla ciała: zwiedziliśmy muzea, spacerowaliśmy po Starym Mieście, Łazienkach, Wilanowie... W sumie ponad 40 000 kroków, jak podaje SmartBand. 

Warszawa jest piękna. Nie do podrobienia i nieprzypominająca żadnego innego miasta. Budynki większe, ludzie bardziej nieznajomi, choć większość populacji uśmiechnięta. Siedzieliśmy pod Kolumną Zygmunta i można było się czuć jakbyśmy mieszkali tam od zawsze. Z drugiej strony historie wykradające się z każdego rogu. Miasto z duchem, dla nas jeszcze nie do końca poznanym, choć tyle już przeczytaliśmy i zobaczyliśmy. Tak więc cudnie.















Po Warszawie kurs obrany na Mazury. Spontanicznie, bez wytyczonego miejsca. W trakcie jazdy szukałam w internecie miejsc campingowych. Zapowiadało się rewelacyjnie, i tak było, choć pogodę odczuliśmy w kościach. I chłód ziemi, bo materacowi w namiocie odechciało się trzymać powietrze już drugiej nocy. Płynęliśmy statkiem, patrzyliśmy na żaglówki, wybieraliśmy jacht dla siebie. I mimo niedogodności dalej było cudnie.








Wracając do domu trochę cieszyliśmy się myślą o własnym łóżku i prysznicu. Pierwszej nocy po powrocie było faktycznie przyjemnie. Budząc się rano zabrakło jednak widoku jeziora czy odgłosów ludzi spieszących się w różne zakątki miasta. Tym bardziej, że czas wakacyjny w pełni i co chwila natrafia się na zdjęcia znajomych z wyjazdów w nieznane.

Czas biegnie nieubłaganie, nieważne gdzie by się nie było. Zawsze za mało urlopu, za mało minut i za mało dni. Dlatego tak ważne jest skupianie na chwili, w której jest nam dobrze. Gdy znikają problemy, zmienia się otoczenie i pojawia szansa na przeżycie pozytywnych uczuć w zgodzie z samym sobą. 

Został nam miesiąc, dlatego do dzieła! 

Udanych wakacji wszystkim. Tych dobrych i pozytywnych ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

INSTAGRAM

@zan.garczynska

Uwaga!

Wszelkie prawa zastrzeżone. Moje dumki są moją własnością, prywatne zdjęcia również. Skontaktuj się ze mną, jeśli kiedykolwiek przyjdzie Ci do głowy coś skopiować lub podebrać!