Gadam jak przemarznięta.

Wczoraj powiedziałam, że założę bloga i będę pisać. W końcu niczego mi nie brakuje - mam palce, głowę, usta i oczy, więc pisanie postów nie powinno sprawiać mi kłopotu. Do tego umiem trochę gotować, robić sobie zdjęcia tego, w co jestem ubrana, podziwiam przyrodę i mogę do wszystkich tych dziedzin wystawić stosowny komentarz. Ale!

Podobno prawdziwe pisanie zaczyna się wtedy, gdy autor w sposób niepowstrzymany zapisuje lawinę myśli, jaka akurat kłębi mu się w głowie. Jest to przelanie na papier słów, które rozdzierają jego duszę i sposób uzewnętrznienia własnych przekonań. Znaczy to mniej więcej tyle, że ktoś bardzo chce o czymś napisać, wygadać się, ale przy okazji wiąże się z tym pragnienie prezentacji siebie światu. I nie oszukujmy się - czyste żądanie bycia sławnym. "A nuż to, co myślę, a później zapiszę, ma sens i jest przełomem w myśleniu, za który niewątpliwie otrzymam brawa?". Inaczej nie powstałby żaden blog. Bez tego impulsu i wyobrażeniu siebie ze statuetką Nike, wszyscy pisaliby do szuflady, w normalnym zeszycie w kratkę, normalnym niebieskim długopisem. Lub czarnym.

Z drugiej strony - mówi się, iż prezentowanie siebie na Facebooku, Instagramie, blogosferze i innych portalach wiąże się z niską samooceną i potrzebą akceptacji wyrażaną przez lajki czy komentarze "Och!" i "Ach!". Jeżeli mam odnieść się teraz do siebie: nie, nie mam niskiej samooceny, wręcz przeciwnie. Jestem mistrzynią w powtarzaniu sobie, co we mnie jest dobre, a czego ludzkość nie docenia. Zodiakalne lwice tak mają - lubią poklask.

Innym przemyśleniem, jakie mnie nachodzi przy otwieraniu bloga jest możliwość bezkarnego wypowiedzenia się o kimś, o czymś w koncepcji istnienia jako internetowy Gall Anonim. Komentuje on wszystko co podleci pod gałki oczne, bo to fajne, bo nikt mu nie powie, że ma się zamknąć. Pseudonimy wyzwalają w człowieku instynkt mordercy, bo w końcu można komuś dopieprzyć i w skrytości monitora rumieńcem w tym momencie się nie oblać.Gdyby można było zawsze i wszędzie mówić to, co się myśli, byłabym lżejsza o parę kamieni z serca. Z pewnością powiedziałabym paru osobom, że są głupie i niepoważne, i może lepiej niech milczą, to może zyskają jakieś ochłapy mojej sympatii. Innym powiedziałabym, by się zamknęły ostatecznie, bo słuchać je jest grzechem prowadzącym do nieodwracalnego uszczerbku na zdrowiu. 

Tylko po co... Odbiegając na moment od tematu. Niech sobie istnieją takie żyjątka nerwy innych szargające, za słodko być nie może. Poza tym dla mnie są oni świetnym materiałem na sprawdzenie siebie i swoich umiejętności językowych. Co dziwne - gdy ogarnia mnie lekka furia, a chcę dać upust tekstom moralizującym przychodzącym mi wtenczas do głowy - robię to pełnymi i całkiem składnymi zdaniami. Kiedyś w kłótni z tatą puściłam właśnie wodze języka i cisnęłam owymi zdaniami z myślą, iż będę górą w tym sporze (chociażby za przemowę). Tata wysłuchał, gdyż go zatkało, a na koniec skomentował: "Zapisałaś to sobie na kartce?".

Wracając. W drugą stronę można kombinować: wreszcie można opisać,  jak bardzo się przeżywa świat i własną na nim obecność. Tego typu anonimy wyflaczają się z żołądkiem i lewym płucem w opisach świata, które dostrzegają jedynie one. Czasami można poklaskać i brawo krzyknąć. Dobrze jest dostrzegać w tym świecie więcej niż tylko narzekanie innych, własne beznadziejstwo i kiepskość miejsca, w którym się aktualnie przebywa. Wyciągać ze zwykłych rzeczy coś dobrego, wyjątkowego. Z nutką sentymentalizmu dodam jeszcze, że rewelacyjnie jest mieć marzenia. A co się za tą myślą kryje - następnym razem powiem.

Blogów milion, tematów do poruszania jeszcze więcej.

Chciałam napisać coś mądrego i inteligentnego, by zachęcić do dalszego czytania. Miałam też przez ułamek sekundy myśl, by się określić, pójść w którymś kierunku i wyjaśnić zamysł pisania.
Jednak oczekiwanie, by stworzyć tu blog modowy, kulinarny, podróżniczy etc. jest conajmniej nie na miejscu. Ubieram się w lumpeksie, mohito i w sklepie chińskim. Jem to, na co mam czas i ochotę. Podróżuję zazwyczaj raz w roku. Uzgodniliśmy z Arturem, iż urlop musi być i kropka. Kosmetyków nie będę kupować tylko po to, by wystawić im recenzję, a książki trafiają w moje ręce niestety rzadko (myślałam o tym, by rzucić pracę na rzecz czytania, ale pusty portfel wybił mi to z głowy). Tak więc umówmy się. Zapiszę to,co ślina mi na język przyniesie, ulży mi i wszyscy będą szczęśliwi. Ja na pewno.


I to właśnie byłoby na tyle odnośnie tematyki bloga.

Dziękuję,
Żaneta


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

INSTAGRAM

@zan.garczynska

Uwaga!

Wszelkie prawa zastrzeżone. Moje dumki są moją własnością, prywatne zdjęcia również. Skontaktuj się ze mną, jeśli kiedykolwiek przyjdzie Ci do głowy coś skopiować lub podebrać!