Gdzieś w przestrzeni.

Jedną z wielu rad dotyczących osiągnięcia życiowego sukcesu jest obranie określonego celu i uparte do niego dążenie. Inną dobrą radą na osiągnięcie owego sukcesu jest zrozumienie i poznanie siebie oraz miejsca, w jakim się znajdujesz obecnie. To pomaga w akceptacji własnego życia, polubienia "tu i teraz" lub motywuje do zmiany. Czy jakoś tak. A co, jeśli człowiek nie wie, na jakim etapie życia się znajduje, albo - o zgrozo!- nie wie, gdzie chce być?

Na taki przykład, spójrzmy na mnie: młoda, wykształcona (magister i podyplomówka; myślałam, że dzięki temu drzwi szkół i placówek oświatowych staną przede mną otworem, phi!), dość zdrowa (wypadki chodzą po ludziach), do tego chętna do działania i bystra. Coś o sobie wiem, coś powie mi mój Luby. Mam w głowie jakiś plan na siebie, powiedziałabym nawet, że z tysiąc planów! Tylko od czego zacząć? (Dobrze, zrobię to. Narysuję sobie siebie, ale nie w tym momencie.) 
W tym miejscu idę o zakład, że nie jestem sama na tym świecie.

Kiedyś mi powtarzano, że trzeba się określić, by do czegoś w życiu dojść. Najlepiej wybrać sobie jedną z dwóch dróg.
Pierwsza: zdobyć zawód (oczywiście dobrze płatny), znosić żal niespełnionych marzeń i dorobić się na dom, ogród i ewentualnie dzieci. Być księgową, kucharką czy fryzjerką i żyć szczęśliwie od wypłaty do wypłaty. Ani mowy o szaleństwach wynikających z wyjścia ze schematu. O zmienianiu pracy, gdy szef stosuje mobbing, a koleżanki zza biurka są wredne i obgadują cię za plecami. O zmienianiu męża, bo pierwszy ciągle pijany, drugi lubi się bić z kobietami, a trzeci woli młodsze. O zmianie jakiejkolwiek mającej na celu zrobienie sobie w życiu dobrze. Do tego jeszcze nie zapominajmy, że ta urobiona po pachy kobieta wraca do domu na drugi etat wyglądający jak druga numer 2!
To znaczy: droga życiowa trochę zakurzona, ale nadal aktualna. Znajdź męża, który ciebie ZECHCE (nie ty jego - ON CIEBIE), ródź mu kolejne dziecko co dwa lata, a później sprzątaj, gotuj, pierz, grab liście w ogrodzie, wymieniaj żarówki i przepuszczaj go w drzwiach, swego pana i władcę.

Mniej więcej tak mi mówiono. Najlepiej żyć spokojnie, tak jak to widzi większość - w schemacie. Chcesz pracować - pracuj, ale nie wymyślaj i nie wymagaj zbyt wiele. Chcesz być kurą domową - bądź. Odwiedzaj MOPS dwa razy w tygodniu w sprawie zasiłku, siedź w oknie i podglądaj życie innych. W każdym razie - określ się w ten deseń. Skąd się to wzięło? Czy naprawdę ludzie żyjący w sferze komfortu i społecznego schematu są szczęśliwi? 

Spytam siebie jeszcze inaczej, bardziej patetycznie: czy my naprawdę musimy wchodzić w schemat i grzęznąć w nim po cycki? Nie można tak... Spontanicznie?

Pamiętacie może telegazetę? Jej ostre kolory i setne strony, by znaleźć prognozę pogody lub dowiedzieć się, o której emisja "Dynastii"?
Gdy byłam mała, myślałam że sto-któryś numer w telegazecie jest realny i jest to wielka, gruba księga. W życiu jednak nie widziałam, by mama coś takiego kupowała. Kiedy już się zorientowałam, że wszystko znajduje się na ekranie telewizora, pamiętam ekscytację związaną z odkryciem, że właśnie dzięki telegazecie można wyszukać numery do pań chętnie dyszących w telefon. Obok były też ułożone z miliona pikseli imitacje owych pań. To było coś! Zboczeństwo na legalu!
Pamiętam jeszcze sytuację, gdy mama wyszukiwała w telegazecie numery noclegów w Zakopanem. Patrzyła w telewizor gadając przez telefon. Pierwszy internet w domu, o czym zdałam sobie sprawę dopiero teraz.

Wracając do tematu: kto dzisiaj korzysta w gazet, by znaleźć czas emisji tasiemca lub innych medialnych tworów? Interfejs Netii czy Polsatu wystarczy, by odczytać co właśnie jest wyświetlane, a co będzie. I nawet nie trzeba o tym pamiętać, wystarczy włączyć przypomnienie. A gdyby tak samemu...?
Umówmy się - świat jest dzisiaj tak skonstruowany, że nie trzeba zbyt wiele robić. Większość rzeczy robi się za nas, samo. Nawet wymyślając siebie posługujemy się kimś, czymś. Chcę być podróżnikiem jak Martyna Wojciechowska. Chcę być lekarzem jak doktor Szczyt. Chcę być zgrabniutka jak Anja Rubik. Chcę mieć taki dom, jaki pokazywali w "Żony Hollywood". I inne. Wszystko kiedyś - chcę być nią, ale teraz nią nie jestem, więc robię wszystko, by się stać.

Patrzysz w lustro i widzisz braki. Bo nie masz pupy, jaką byś chciała, bo nie masz kasy, jaką byś chciał, bo nie umiesz grzebać w zębach za pieniądze, a chciałbyś. Spójrz jeszcze raz i dostrzeż oczy, usta i pozostałość Ciebie. Nie patrz przez pryzmat oczekiwań i schematów. Nie myśl, że jesteś kurą domową lub zmaltretowanym pracownikiem. Spójrz i pomyśl o sobie. Jaki jesteś, co czujesz. Głodny? Zjedz coś. Znudzony? Zajmij się czymś. Samotny? Weź ten pieprzony telefon i zadzwoń na każdy zapisany numer po kolei. Popraw sobie życie i zrób sobie dobrze w momencie, kiedy tego chcesz. Nie wpisuj się w schemat, nie myśl o tym, co będzie. Może nie będzie. Może jutro jest dziś, a pojutrze Cię nie będzie.

Wniosek? Spontanicznie. Spontanicznie znajdźcie się w przestrzeni i tam zostańcie. Czas jest teraz, nie wczoraj, ani nie jutro. Nikt nie może Ci powiedzieć jak jego wizja ma wyglądać. Tylko Ty sam. Wykorzystaj to i niech nikt Cię nie wyręczy.

Ż. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

INSTAGRAM

@zan.garczynska

Uwaga!

Wszelkie prawa zastrzeżone. Moje dumki są moją własnością, prywatne zdjęcia również. Skontaktuj się ze mną, jeśli kiedykolwiek przyjdzie Ci do głowy coś skopiować lub podebrać!