BLW - jak wyglądał rok wprowadzania stałych pokarmów?

By Żaneta Garczyńska - 11:42

Wprowadzanie pokarmów stałych niemowlętom metodą BLW często budzi kontrowersje. Szczególną panikę sieje u starszego pokolenia, trzymającego się za serce, gdy tylko widzą 6-miesięczne dziecko z kawałkiem ogórka w dłoni. Pola w swoim życiu nie zjadła ani jednego dania ze słoiczka i wiem, że moje kolejne dziecko także tego nie zazna. Skąd ta pewność?


Szybka teoria! BLW to metoda stosowana przy rozszerzaniu diety niemowląt polegająca na podawaniu całych kawałków pokarmów, a nie papek ze słoiczków. To tak w dużym skrócie. 
"Dzięki BLW (...) Wasze dziecko będzie samo brało do rączki kawałki prawdziwego jedzenia, poznawało je za pomocą dotyku, węchu, smaku - aż wreszcie stopniowo nauczy się je jeść".*
BLW daje dziecku wybór, co zechce spróbować, a co zjeść jako pierwsze. Wiąże się to z samoodstawieniem (oczywiście nie zupełnym) dziecka i stopniowej rezygnacji z mleka na rzecz pokarmów stałych. 

Jak to wyglądało u nas?

Z rozszerzaniem diety czekałam do ukończenia przez Polę 6 miesiąca życia. Wcześniej zdarzyło jej się dostać wody, ale oprócz mojego mleka nie dostawała niczego ponadto.
Pierwszym po co sięgnęłam (już nie mogłam się doczekać) był mimo wszystko słoiczek - bodajże marchewka (wiem to jedynie po kolorze papki na ubranku na jednym ze zdjęć). Pola jednak nie polubiła się ani ze smakiem, ani z konsystencją. Właściwie cała zawartość słoiczka wylądowała na ubranku. Pomyślałam, że nie jest jeszcze gotowa i odczekałam kilka dni. Kolejna próba słoiczka - kolejna porażka.
Dopiero po mniej więcej tygodniu, kiedy jedliśmy śniadanie, postanowiłam dać jej kawałek skórki od chleba. Ruszyło! Pola ssała i ciumkała skórkę, aż miło było popatrzeć, a ja stwierdziłam, że trzeba kuć to żelazo.
Zaczęłam od solidnej dawki wiedzy. Kupiłam książki, przeczytałam je od deski do deski, zapisałam się na grupę dziewczyn stosujących metodę BLW, by poczytać "żywe" doświadczenia. Wyszukiwałam informacji na temat, a w międzyczasie próbowałam z innymi produktami spożywczymi. Chleb skradł serce Polki od pierwszego kęsa. Później pamiętam, że zajadała się zielonym ogórkiem (wysysała środek, nie gryzła, bo miała tylko dwa zęby), a dalej gotowana dynia, marchew, ziemniaki.
Oczywiście nie każde jedzenie spotkało się z aprobatą z jej strony. Często porcje lądowały na podłodze lub ścianie, zanim zdążyłam się zorientować. Nowe dania starałam się podawać z tym, co już polubiła, czyli na przykład, do gotowanej dyni dołożyłam ziemniaka i obserwowałam, czy da radę. Tak poradziła mi Agnieszka prowadząca bloga Rodzinne Okruszki, która z zawodu jest dietetykiem, i z którą rozmawiałam o rozszerzaniu diety dziecka więcej TUTAJ :) (post pod tym linkiem).

BLW ma swoje plusy i minusy, ja cieszę się, że pozwoliłam Poli na taką samodzielność. Wiem, że przy kolejnym dziecku nawet nie spojrzę na sklepowe półki ze słoikami, a blender będzie mi służył tylko od czasu do czasu.


To, co dla mnie było najważniejsze:
- Pola jadła z nami przy jednym stole, przy którym zawsze znalazło się coś, co mogła wziąć do rączki i spróbować;
- szybko nauczyła się przełykać bez krztuszenia się pokarmem;
- jadła tyle, ile chciała i co chciała - nakładałam jej na talerzyk przygotowane porcje, zostawiałam jej wybór co i czy w ogóle zje, co mnie zaoszczędziło stresu, a ją nauczyło zjadać tyle, ile akurat potrzebuje;
- karmiła się sama - nawet bawiąc się jedzeniem ja miałam czas na zjedzenie swojej porcji;
- nie musiałam przygotowywać papek - przy gotowaniu odkładałam pokrojone warzywa lub nieposolone potrawy na osobną miseczkę, a nam podawałam "podrasowane" jedzenie;
- nauczyła się jeść tyle, ile chciała - choć czasem coś jej jeszcze podsuwam, to kiedy już nie chce jeść, to nie je; karmiąc ją łyżeczką na pewno trudno byłoby mi się powstrzymać, by nie wciskać w nią całego słoiczka;
- wiedziałam, co je - wiem, że jedzenie w słoiczkach jest pewnie skrupulatnie sprawdzane, ale ja jak niewierny Tomasz - nie wierzę, póki nie zobaczę. To dla mnie dodatkowy atut BLW, bo przy alergii Poli mogłam szybko znaleźć pokarmy uczulające ją, dzięki podawaniu po kolei nowego produktu;
- szybka nauka samodzielności - nie dość, że karmiła się sama, to jeszcze bardzo szybko załapała jedzenie sztućcami - widelec i łyżka nie sprawiają jej problemu od kiedy skończyła bodajże rok;
- jedzenie w każdym miejscu - restauracje, u znajomych, wszędzie! Nie musiałam mieć w torbie słoiczków, bo nawet wychodząc wychodząc na spacer wystarczyło kupić bułkę i dziecko szczęśliwe.

Mogłabym jeszcze wymieniać dalej, bo ja z takiego rozszerzania diety jestem zadowolona wielce i w pełni usatysfakcjonowana. Minusy? Na myśl przychodzą mi dwa:
- bałagan, bałagan wszędzie! Wiecznie brudna podłoga pod krzesełkiem do karmienia, dostało się ścianom, wielokrotnie zaraz po jedzeniu Pola lądowała pod prysznicem;
- zdumione miny i stany przedzawałowe dziadków, plus komentarze typu: "przecież się udławi!"; męczące było wieczne tłumaczenie, że tak też można karmić kilkumiesięczne dziecko; cieszę się, że przy kolejnym nie będę musiała tego robić.

Zapomniałabym o najważniejszym! 

Dzięki BLW Pola próbuje wszystkiego. Nie ma rzeczy, której nie chciałaby zasmakować, szczególnie gdy my coś jemy. Ostatnio przekonała się do kiwi widząc, że ja jadłam, a jej lista produktów, które zjada jest naprawdę spora. Wczoraj dołączyły do niej czarne oliwki, choć ja sama zaczęłam je jeść dopiero w liceum.

Lubię nasze wspólne posiłki, tym bardziej, że chcąc przygotowywać dla niej zdrowe i wartościowe pokarmy muszę zwracać uwagę na to, co kupuję i coraz rzadziej pojawiają się u nas gotowe czy śmieciowe dania. Właściwie są już ostatecznością lub czystą zachcianką. 

Jeśli stoicie przed wyborem: dać papkę czy pajdkę chleba? nie zastanawiajcie się! Bałagan się ogarnie prędzej czy później, a jeśli podejść do tego logicznie: po etapie papek nastanie czas pokarmów stałych - dlaczego więc nie pominąć etapu papek?

W mojej przygodzie z BLW asekurowałam się przede wszystkim:

Książkami:
  • G. Rapley, T. Murkett "Bobas Lubi Wybór"
  • G. Rapley, T. Murkett "Bobas Lubi Wybór. Książka kucharska"

Blogami specjalistów:

Sezam? Bardzo dobry!


--- Jeśli spodobał Ci się ten wpis, podziel się, polub i podaj go dalej! ;) ---

* G. Rapley, T. Murkett "Bobas Lubi Wybór"

  • Share:

Podobne posty

0 komentarze