Poświąteczny donos, czyli krótka dumka o przeżyciach.

Czas biegnie niesłychanie. Mija mi kolejny tydzień z Bobo w brzuchu, ciało mi się zmienia, ale po świętach wracamy do codzienności sprzed. Co jeszcze u mnie?

Źródło: pixabay.com

CO Z TĄ CIĄŻĄ?


Domyślam się, że nie wszystkich temat interesuje. Wiem wiem, miałam to samo.
Będąc studentką, nauczycielką, gdzieś tam żyjącą dla siebie, bez obowiązków zajmowania się małym człowiekiem, tematy dziecięce były mi na tyle obce, że aż nudne i bezsensowne. Trudno słuchało mi się Mam. Tych świeżo upieczonych, ale i tych z dłuższym stażem.
Jeszcze kilka lat temu byłam mistrzem w udawaniu zainteresowania tematami kup, nieodrobionych prac domowych czy problemów z wyborem prezentu na gwiazdkę. Z grzeczności potakiwałam głową, brałam udział w dyskusji, zadawałam pytania i szybko wymazywałam wiele z tych rozmów z pamięci, gdy tylko wracałam do swojego świata.

Tematy najbardziej nas interesują, kiedy nas dotyczą. 
Taka jest prawda.

Dlatego wybaczcie, wszyscy imprezowicze, maturzyści, panie w menopauzie i panowie po kolejnym straconym romansie. Tematy pojawiające się na blogu robią się coraz bardziej jednostronne. Kto wie, może niebawem zostanę blogerką typowo parentingową. Choć specjalista w tej dziedzinie ze mnie żaden. Mnie po prostu aktualnie intryguje, jakie pieluchy warto kupić, jak zrobić masaż krocza przygotowujący rodzącą do porodu i to, że w Lidlu są tanie, ale dobre jakościowo staniki dla ciężarnych.

Och, jak ciekawe i zaskakująco zmienne jest życie!

Do rzeczy. Wkraczam w siódmy miesiąc. Rozpoczyna się dla mnie i Małej trzeci trymestr.
Czas odczuwalnego zmęczenia, bólów kręgosłupa, skurczów łydek i obserwowania, czy nie pojawiają się niepotrzebne jeszcze skurcze. Wszystkie docierające do mnie newsy informują, że wchodzę z Polą w etap Wielkiego Czekania. Czekania na jej pojawienie się w namacalnym świecie, przy moim boku.
Otóż zaczyna być możliwy poród. Już teraz. Wszystko może przyspieszyć, rodzenie jest nieprzewidywalne. Ciało może spłatać mi psikusa i Mała może pojawić się w każdym momencie. Bo teraz już liczymy się z porodem, a nie poronieniem, jak tej pory.

W związku z tym muszę na siebie uważać. 
Tak, wiem, ciąża to nie choroba, nie mam co stękać.

Z drugiej jednak strony w głowie kiełkuje mi czysty egoizm. To jest teraz czas, kiedy ode mnie zależy, jak długo Pola popływa w brzuchu i czy dam jej te kolejne tygodnie na zupełny rozwój. By mogła poradzić sobie poza mną, silna i dobrze wykształcona. Zaczynam myśleć o sobie coraz bardziej egoistycznie, bo wiem, że ode mnie zależy, jaką formę i kondycję będzie miała Pola. Nie znajomi, rodzina, która chętnie zajmowałaby mi tyle czasu, co dotąd. A ja jakoś mam mniej sił i chęci.

Dlatego, Drodzy Znajomi i Rodzino, jeśli to czytacie. 
Weźcie pod uwagę moje słowa i nie złośćcie się, że nie mam dla Was czasu. Nie patrzcie dziwnie, kiedy wstaję co chwilę od stołu, bo nie mogę już wysiedzieć. Bądźcie wyrozumiali, gdy chcę po dwóch godzinach jechać do domu, by spełnić swoje marzenie ciepłego prysznicu i położyć się do łóżka. I nie miejcie mi za złe, że mogłabym mówić tylko o ciąży, a Wasze problemy zdadzą Wam się mnie nie interesować. Słucham wszystkiego, ale przyznaję, myślami czasem uciekam. 
Tyka mi w głowie zegarek i jako, że jest to moja pierwsza ciąża, ciągle się obserwuję, wyczuwam Polę na ile mogę. To jest teraz dla mnie najważniejsze.

Ten stan też mi przejdzie, Wami też się wtedy zajmę ;-)

CO ZE ŚWIĘTAMI?

Odbyło się jak co roku, od kiedy jesteśmy razem z moim obecnym już Mężem.
Jedno święto u jego rodziny, drugie u mojej. 

Oczywiście wyżera, tony ciast, pachnące mięsa i stan, kiedy już nie możesz więcej w siebie wcisnąć, ale jeszcze otwór gębowy coś by pożuł i pomiętolił zębami. Więc wkładasz do ust kawałek szynki z nadzieją, że już Ci starczy.
(P.S.: Błagam, nigdy nie mówcie, że ciężarna ma jeść za dwoje. Nie, Drodzy. Dziecko i tak sobie urośnie, ono ma swoją wagę, która nie potrzebuje miliona dodatkowych kalorii. Pochłaniając podwójne porcje w niczym mu nie pomogę, tylko dam pożywkę tłuszczyskowi na boczkach. Obżeranie się nadal liczy się jako obżeranie, a nie dokarmianie dziecka, które nie weźmie na siebie dodatkowych nadbagaży).

Uśmiechy dla rodziny na jedną stronę, później na drugą. Spędzanie z sobą czasu, co dom to inny zwyczaj jak. Rodzinne rozmowy przy stole o rzeczach ważnych i duperelach, byleby tylko mówić. Pilnowanie, by nikt się nie pokłócił, bo przecież święta i nie wypada.

Duchowe przeżycia dla każdego indywidualne, prywatne.

Okna dalej nieumyte, ale biorąc pod uwagę ciągły deszcz, można to uznać za sukces. Oszukanie przeznaczenia, przechytrzenie losu i zrobienie go w balona.

Kilka dni świąt, które nie wiadomo kiedy można już odhaczyć na kalendarzu jako zaliczone. I znów czekanie byle do piątku.

CO Z TERAZ?

"A teraz... Antonio Banderas", jak zwykł mawiać mój nauczyciel od fizyki. Nikt nie wiedział, o co chodzi z tym tekstem.

U mnie rutynowo. Wyprowadzanie psa, wychodzenie z domu kiedy potrzebuję. Oszczędzanie kręgosłupa i pochłanianie wiedzy w Szkole Rodzenia. 

Powoli zaczyna pikać mi w głowie myśl, że już wcale tak wiele czasu laby mi nie zostało. Obliczenia wskazują mniej niż sto dni do Wielkiego Bum! 
Nadal nie mam torby do porodu, pokoik czeka na ogarnięcie. 

Miałam do przeczytania na czas ciąży ok. 50 książek. Została mi mniej więcej 1/4. Dam radę, czy nie dam? Aktualnie zaciągam się Prusem i nie rozumiem, dlaczego nikt się nim nie zachwyca i o nim za wiele nie wspominają na lekcjach polskiego, bo pisał świetnie!

Chciałam w ramach trendu minimalizmu, jaki coraz bardziej rozszerza się w siebie, zminimalizować moją garderobę. Niestety, jestem ofiarą pełnej szafy, w której nie ma ubrań, z jakich byłabym zadowolona w 100%. Szukając recepty trafiam na posty slow fashion, zachęcających do uporządkowania garderoby w sposób przemyślany, spójny i przede wszystkim nieprzeładowany. Wszystko pięknie, ładnie, znam złote sposoby, jak pozbyć się nadmiaru, lecz... Talia osy poszła w zapomnienie i tu dylemat: w co wejdę, a w co nie, kiedy już brzuch wróci do okresu przedciążowego? Co zostawić, a czym się podzielić? Misja niewykonalna, stwierdzam.

Wiosna gdzieś poszła, a prognozuje się, że wyrzucone buty i kurtki zimowe będą śmiać się z nas naiwnych na dnie szaf jeszcze jakiś czas. Aż strach pomyśleć, jak będzie wyglądał weekend majowy. Nie wiem, jak Wy, ale ja już zaplanowałam smażoną, grillowaną kiełbasę, na którą czekam od miesiąca. A jak Wasze plany?

Czy tylko ja nie mogę ogarnąć się po świątecznym "relaksie", czy to tylko ogólne zmęczenie siódmego miesiąca?

Pocieszcie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Dumam sobie. , Blogger