Czasu mniej, rąk jakby... więcej?

Nie pamiętam, kiedy się to wszystko zaczęło, ale nie jest to pierwszy tydzień! Czas przewija się z każdym zachodem słońca (wschodów nie oglądam, bo śpię i próbuję odespać poprzedni dzień), a jego rachuba już dawno stała się dla mnie nieznanym zjawiskiem.

Wszystko za sprawą ogromu wrażeń, jakie postanowiłam przyjąć na klatę. Praca od poniedziałku do piątku do godz. 15; korepetycje i opieka nad dziećmi trzy razy w tygodniu, w domu o godz. 20.00 i kurs angielskiego w sobotę. Brawo, proszę Pani! Dołóżmy do tego ogarnianie domu, robienie obiadu, sprzątanie po psie, drapanie go i wychodzenie na spacer. Plus wybranek, który już skarży się na brak czasu dla niego. No time, chciałoby się rzec, ale o dziwo - nie!

Dla nich mam czas, jak widać - potrafię wymienić, czym się zajmuję względem otoczenia. Mogę nawet godziny podać, bo jakoś tak rutynowo wszystko się ostatnio odbywa. Jednak nie w tym tkwi sedno sprawy, jaka zajmuje moją głowę.

Nie mam czasu dla siebie - taka jest przykra prawda w tym momencie.

...

No dobra, nie mam go tyle, ile bym potrzebowała, żeby wiedzieć, że jest inaczej. Książkę czytam będąc już w łóżku. Przewracam kartkę i zasypiam. Herbatę piję w szkole, zazwyczaj zimną, bo na ciepłą jakoś od razu się nie łapię. Druty i włóczka leżą w pudle i wyją o pomstę do nieba. Tyłek powoli opada - na nic ćwiczenia z Mel B zaokrąglające co nie co! I wiele innych przyjemności, za którymi tęsknie, a do których nie mogę się zabrać.

Dlaczego.

Otóż dlatego, że mam łeb przesiąknięty przeczuciem, że wciąż coś na mnie czeka. Gary w zlewie, ubrania do poskładania, inspiracje dekoracji klasy na pintereście... Gary wpychający mi się na kolana, bo mu się drapać chce. Wybranek mój gdzieś na uboczu czekający cierpliwie.
To mam gdzieś na uwadze i zazwyczaj są to pierwsze rzeczy, do których sięgam. Do tego mycia, składania, odkładania, chowania i pozostałych czynności wybierających drobne przyjemności.
Powiem więcej - kiedy już mam chwilę, by powiedzieć: Nie, do cholery! Naczynia, pranie, pies i inne - drzyjcie się wniebogłosy, ja mam teraz siebie!... Kto zgadnie czym się zajmuję?
Gapię się gdzieś, w tą ścianę lub szklany ekran. Odmóżdżam się oglądając programy, jakie akurat ktoś wrzucił w eter. Nic z nic nie wiem, oglądam raczej twarze i obrazy. Nie słucham.

Przerażające. Tkwię gdzieś w przestrzeni i nie odczuwam siebie. Ruszam się, pracuję, działam i tak w kółko. Wszystko dzieje się beze mnie. Taki byt, którego nie odczuwam.

Przykre.

W związku z powyższym! Zostawiam od dzisiaj wszystkie materiały w pracy - tam je będę ogarniać. Naczynia od dziś postanawiam myć codziennie - niech się nie nawarstwiają. Książka ma leżeć pod ręką - pod ręką, blisko! Do herbaty zakupiłam termokubek. Robię coś z tym. Roobię!

I niech sczeznę, jeśli nie podołam. ;-)

Koniec, lecę po książkę.

(jak już wspomniałam).

Pracujcie nad sobą,
Ż.


Czyż ten napis nie jest uroczy??;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

INSTAGRAM

@zan.garczynska

Uwaga!

Wszelkie prawa zastrzeżone. Moje dumki są moją własnością, prywatne zdjęcia również. Skontaktuj się ze mną, jeśli kiedykolwiek przyjdzie Ci do głowy coś skopiować lub podebrać!