Drzazgą w oko.

Jest taka pewna prawda, która zawsze ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Zazwyczaj skryta i milcząca, wychodzi z ukrycia w momencie, kiedy zupełnie się jej nie spodziewamy. Tą prawdą jest fakt, że ludzie rozczarowują.

Na swojej drodze nie sposób nie spotkać ludzi, z którymi mniej lub więcej mamy styczności. Lubimy ich, tolerujemy, kochamy lub nienawidzimy. W spotkaniach z innymi ludźmi budzą się w nas emocje, o jakie czasami siebie nie podejrzewamy, które chcemy wywołać albo zagłuszyć. I wszystkie z nich staramy się przeżyć w najmniej krzywdzący nas sposób. Tylko czasem się nie daje...

Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz poczułam rozczarowanie. Będąc dzieckiem zawsze stałam gdzieś z boku, nieśmiała i wycofana. Zwykle nie chciałam się wychylać, chyba trochę bałam się reakcji innych. Obawiałam się tego, co mogą powiedzieć. Nie mi. Tego, co powiedzą sobie gdzieś za plecami przy chórze tłumionego chichotu. Z ustami zakrytymi rękoma i rozbawionym wzrokiem wbitym prosto we mnie.

Od zawsze byłam też wobec siebie bardzo krytyczna, toteż nietrudno było mi znieść krytykę innych. Nawet, jeśli najpierw wywoływała u mnie płacz, obcięcie skrzydeł i lekkie załamanie, to jednak jakoś przeze mnie przechodziła bez większych strat. Problemem dla mnie była wtedy myśl, że ktoś gdzieś między sobą, półsłówkami... może obdzierać mnie z twarzy, nie dając możliwości obrony.

Od tamtego czasu moja samoocena znacząco wzrosła, a ja nie boję się już wychodzić poza szereg. Jednak dziś poczułam się jak ta mała dziewczynka ze spiętymi włosami, schowana gdzieś w ścianę na korytarzu, nie patrząca w oczy, by nie zobaczyć w nich śmiechu i drwiny.

Człowiek nie jest doskonały, nawet jeśli takim się wydaje. Sytuacje czynią go takim, jakim pewnie czasami sam nie spodziewa się być. I tak z kogoś, kto może starać się o stopień bycia dla innym autorytetem, można stać się zwykłym szarakiem, do tego złośliwym i wrednym. Na wzór zupełnie się  nie nadającym. Zdarzają się przypadki, że czasem cicha woda brzegi wyrwie i wtedy ktoś zupełnie anonimowy i popychany zaskakuje wszystkich stając się chodzącą cnotą. Szkoda, że znam raczej osoby pierwszego pokroju...

Udowodniono mi dzisiaj, że czasami nie ma co liczyć na granice w dogryzaniu i pluciu jadem. Głupie śmieszki i wymowne spojrzenia tak bardzo kobiece... Solidarność plemników nie istnieje. Nie ma na świecie niczego groźniejszego i bardziej wrednego niż kobieta, której kiedyś mocno nadepnięto na odcisk. Wystarczy, że poczuje taka rządzę zemsty i przypalenia kogoś żywym ogniem. Nawet jeśli  sprawa nie jest wyjaśniona i zemsta zupełnie jest nie na miejscu, bo wystarczyłaby chwila wyjaśnienia...

Zdarza się, że czasami możemy się domyślać u kogo w głębi duszy siedzi taka dwulicowa menda. Wtedy sprawa jest prosta: patrzysz na nią i nawet, jeśli już się zdarzy cyrk, to w sumie Cię to nie dziwi. Wyglądała na taką. Gorzej, jeśli w taki szmirowaty sposób postępuje osoba, co do których żywiliśmy choćby krztę nadziei na jej nienaganne oblicze. Wtedy budzi się rozczarowanie, zdumienie, zaskoczenia, czasem złość lub przykrość, szczególnie jeśli ten czarny blask bije po naszych oczach i nas docelowo. I co z tym zrobić?

Dzisiejszego dnia ręce mi opadły widząc akcje, mogłoby się zdawać, wartościowych ludzi. Wiele już rzeczy wiem i wiele umiem nazwać. Nie wszystko jestem w stanie przewidzieć i z tą nauką położę dziś głowę na poduszce.

Oby jak najmniej takich uczuć tej wiosny. Sobie i Wam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

INSTAGRAM

@zan.garczynska

Uwaga!

Wszelkie prawa zastrzeżone. Moje dumki są moją własnością, prywatne zdjęcia również. Skontaktuj się ze mną, jeśli kiedykolwiek przyjdzie Ci do głowy coś skopiować lub podebrać!