Tu i teraz, w styczniu.

Bycie nauczycielem na jedną wielką wadę. Dokumentacja. Przede mną zakończenie pierwszego nauki w tym roku szkolnym, podsumowanie semestru. Oceny wystawione, ale podsumowanie, czy wszystko udało się wykonać jak należy... Eh...

Wiem wiem, na pewno z Twojej perspektywy praca nauczyciela to pikuś - kilka godzin dziennie, na przygotowanych już scenariuszach i książkach, wolne ferie, wakacje i właściwie lekka, łatwa praca.

Otóż co to to nie!

Dodajmy do tego stres związany trzymaniem nerwów na wodzy, gdy dzieci Cię nie szanują, nie rozumieją, nie słuchają, nie chcą i nie nie nie. Czytelniku, dodaj do tego masę pomocy dydaktycznych, jakie musisz (ok, powinieneś) mieć lub stworzyć, by lekcje nie były suchą papką i wydawaniem poleceń. Dodaj do tego rozchwytywanie na korytarzu przez rodziców, którzy zawsze mają coś do powiedzenia/zapytania/pochwalenia/wyzwania i tak dalej... Dodaj do tego wymagającą dyrekcję, która chce wszystkiego: świetnych wyników w nauce, dzieci aniołów, zadowolonych rodziców, klasy ze snów, świetnych imprez i tak dalej... I przede wszystkim: dodaj do tego dokumentację, jaką musisz tworzyć: scenariusze (jeśli nie jesteś na tyle spontanicznym i elastycznym, by działać "z marszu"), karty pracy, sprawdzanie zeszytów/sprawdzianów/kartkówek, szukanie nowych rozwiązań na uatrakcyjnienie zajęć, opinie, oceny opisowe, sprawozdania z całego roku, korespondencję z rodzicami... 

A teraz skreśl to wszystko z głowy i pomyśl sobie, że nic z tych rzeczy mi nie doskwiera. W każdym razie nie jakoś wybitnie.
Ha!

Czuję to. Lubię to robić. Nie wyobrażam sobie siebie w jakiejkolwiek innej pracy. Jeśli kiedykolwiek trafię do innej pracy, innego miejsca, będzie to zapewne przymus. Uwielbiam pracę w szkole, nie są dla mnie problemem nawet dyżury w czasie ferii, ani 7 godzin dziennie do wypracowania - szkoła prywatna. Co mi tam! Lubię tam być. 
Jedyne, co mi doskwiera w tym momencie to... elektroniczny dziennik o_O. 
Rzecz, która właściwie powinna maksymalnym ułatwieniem, w tym momencie spędza mi sen z powiem. Z tego, co wiem, nie tylko mi. 
Niezaprzeczalną wadą dziennika elektronicznego jest niemożność trzymania go w rękach i kartkowania. Należy wszystko otwierać w jednej karcie, bez możliwości porównywania dwóch stron, dostaje się oczopląsu. Ślęczę dzień cały nad ekranem, przeglądam dzień za dniem, godziny mi się nie zgadzają, a termin zamknięcia na amen dziennika i zarchiwizowania go, jest na wyciągnięcie ręki.
Bosko.
Ale ja nie o tym!

Trafiłam dziś na wpis o Tu i teraz. Lubię, ba! Uwielbiam tematy o Tu i Teraz! Jesteś, czy Cię nie ma? Dryfujesz gdzieś na wodzie, czy może już dobijasz dna? A może jednak chwytasz fale? 
Czytało się fajnie, zmysły wyszczególnione, napisane tak, by chwilę podumać i zastanowić nad tym, co tutaj, co teraz. Pomyślałam: a może ja? Chyba nigdy nie podejmowałam się uzupełniania rzuconych przez kogoś myśli, kończenia ich.

No to do dzieła!

SŁUCHAM...
tego, co nieaktualne. Jakiś starych płyt, które dawno temu zdobyłam. Stare, ale jare. 
Słucham ludzi wokół mnie. Plotek, zwierzeń rzucanych gdzieś niby od niechcenia, historii z tego lub innego świata. Filtruję wszystko i staram się zostawiać w pamięci te lepsze formy. Gorsze obracam w dobry żart i pękam ze śmiechu.
CZUJĘ SIĘ...
schizofrenicznie. Wiem, że moje ciało jest już trochę zmęczone, potrzebuje dużej dawki snu bez budzenia się po kilku godzinach. Z drugiej strony chcę zrobić tak wiele rzeczy, że szkoda mi czasu na byczenie się w wyrku. Najlepsze w tym wszystkim jest jednak to, że nie czuję żadnego przymusu - robię to wszystko: sprzątam, gotuję, uczę, pracuję, odpoczywam, bo lubię i bardzo, bardzo chcę. 
Dobrze mi z tym. Jestem potrzebna. Samej sobie, a to już napawa radością samą w sobie. :-)

CHCIAŁABYM...
trochę wydłużyć dobę. Pracuję poza domem bardzo dużo: szkoła, korepetycje, opieka nad dziećmi... Wracam do domu bardzo późno i zawsze brakuje mi na coś czasu, i muszę z czegoś danego dnia zrezygnować: książka, buszowanie w internecie, blogowanie, muzyka, film, sprzątanie. Zawsze wybieram coś, nigdy mi wszystkiego dość! 

POTRZEBUJĘ...
znaleźć czas na sport. Dla spokoju ducha przydałoby chociaż kilkanaście minut dziennie. Na razie pozostają mi spacery z psem. 
Potrzebuję też dobrej książki. Takiej, która mną zawładnie i będę ją czytać po północy nie zasypiając. Stałam się bardzo wybredna co do literatury i szybko mnie coś zniechęca. Chciałabym z tym skończyć i po prostu cieszyć się czytaniem.

MYŚLĘ...
o tym, co jeszcze przede mną. Na ten rok planujemy zmiany: ślub, podróż dla złapania oddechu, staż, egzamin z angielskiego... Myślę o tym, jak to będzie, jak zachowam się, kiedy to wszystko już nadejdzie. Działam teraz, żyję i pracuję tutaj, ale mam na uwadze wszystkie moje plany i ciche marzenia, o których pamiętam. A nuż, przy okazji się spełnią. Muszę o nich pamiętać, by przypadkiem ich nie przegapić.

CIESZĘ SIĘ...
etapem, w którym się znajduję. Mam Jego, psa, dach nad głową, pracę, zdrowie... Ludzie, na których mogę liczyć. Mam tak wiele, niczego mi nie brakuje. Do tego wszystko zmierza w dobrym kierunku. Ktoś lub coś, bardzo mi sprzyja i sprawia, że stoję teraz pod szczęśliwą gwiazdą. 
W moim życiu pojawiają problemy, oczywiście. Są jednak drobne, właściwie mało znaczące. Biorąc pod uwagę moje poprzednie lata - dobra passa mnie trzyma, mam nadzieję, że z całych sił. 
Cieszę się, widząc, jak wszystko zmierza ku lepszemu.

UCZĘ SIĘ...
coraz więcej! Nawet będąc na studiach nie brałam na siebie tyle, co teraz! Mnogość rzeczy, jakimi się teraz zajmuję sprawia, że właściwie ciągle jestem na obrotach. Staram się jak najwięcej wyciągnąć z tych wszystkich doświadczeń, na jakie trafiam. Słucham tego, co mądre i próbuję zapamiętać. Czerpać tyle, ile się da, to jest moja szansa!

CZYTAM...
mało, dużo mniej, niżbym chciała. Jednak staram się, by każdego dnia przeczytać choć stronę, artykuł, dobre komentarze... Pamiętam, jak jeszcze w II klasie szkoły podstawowej myliłam literę m z literą n i jakoś późno udało mi się czytać wyrazy w sposób płynny i zrozumiały dla mnie. Jednak dałam radę, muszę teraz pamiętać, by się nie oduczyć! ;-)

UŻYWAM...
telefonu w dużych ilościach. Ograniczam, jednak mogłoby być jeszcze mniej tych minut w całym podsumowaniu dnia... Help!

CZEKAM NA...
Ferie zimowe! Na szczęście czeka mnie prawie tydzień wolnego, później dyżur. Planuję już, odkładam, co wtedy zrobię! Od rana samego do czasu powrotu Artura z pracy - czas tylko dla mnie! Nie biorąc pod uwagę wychodków z psem, by przypadkiem pęcherz mu nie pękł ;-)
Czekam, bo wiem, że nadrobię. Choć trochę nadrobię czegoś, czego teraz trochę mi brakuje.
Tak mówię, ale pewnie wyjdzie jak zwykle. 
Zrobię, co mi się przytrafi ;-)

Buziaki, tyle!
Ż.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

INSTAGRAM

@zan.garczynska

Uwaga!

Wszelkie prawa zastrzeżone. Moje dumki są moją własnością, prywatne zdjęcia również. Skontaktuj się ze mną, jeśli kiedykolwiek przyjdzie Ci do głowy coś skopiować lub podebrać!