New year, new time, old life. Nooooo!

By Żaneta Garczyńska - 10:56

Jeszcze dwa dni przed Sylwestrem powtarzałam jak mantrę, iż w Nowy Rok uda mi się znaleźć czas na wpis na blogu. W końcu nie chcę, żeby wymarł śmiercią naturalną. Miałam ambitne pomysły w związku z tym: podsumować rok, zapisać cele noworoczne, rozpisać kilka afirmacji itp. Cud, miód i... jak zwykle nic z tego.

Od tego dnia minęła już niejedna doba, a czas znalazłam dopiero dziś. Lub raczej chęci, by usiąść i pisać.

Wspominając pomysły na ten wpis nie wykonam żadnego z nich, ponieważ:

1. Nie podsumuję roku.
Był świetny. Wiem o tym. Trzy prace, góry, Mazury, Warszawa, nowi znajomi, ogniska, pierścionki, piesuś i dobre chwile. Zrobiłam kiedyś cudne podsumowanie - wypisałam prawie dzień po dniu - miłe zjawiska, wydarzenia, dobre słowa... Było to wtedy, gdy zapisywałam skrupulatne dzienniki. Po dziś dzień leżą w pudle, opasłych kilka zeszytów w kratkę i czekają, aż może będę chciała do nich wrócić. Lecz! Było to dawno temu, gdy nikt nie zaglądał mi bez ramię i siedziałam w samotni swojego życia. Teraz mam pełno Artura, dzienniki odeszły do lamusa, a ja staram się zapamiętać jak najwięcej.
Podsumowanie? Było super! Bez podliczania, ile dni mi się udało, a ile nie!

2. Nie zapiszę postanowień noworocznych.
Owszem, wiem jak ważne jest postawienie sobie celu i cierpliwe dążenie do jego realizacji. Sprzyja to rozwojowi osobistemu i świetnych cech charakteru takich jak: pewność siebie, wytrwałość, czy konsekwencja. Pisałam kiedyś całe listy, nigdy jednak do nich nie wracałam. Nie mam pojęcia, czy kiedykolwiek spełniłam jakieś noworoczne postanowienie.
W mojej głowie kręci się kilka pomysłów i zadań jakie mam do wykonania w tym roku. Wierzę siebie i w to, że wszystko mi się uda. Mam dziwne przeczucie, że los mi sprzyja, bo niby dlaczego nie? W związku z tą dobrą myślą nie mam zamiaru zapisywać gdziekolwiek ani jednego postanowienia, które będę musiała wykonać, bo... nico, jak co roku ;-)
Postanowienia: nie ma, wolę żyć z poczuciem lepszego jutra, niż zasmucać się, że nie wykonuję któregoś numerka z listy.

3. Nie wymyślę ani jednej afirmacji.
Właściwie to nie do końca. Wymyślę ją prędzej czy później, ale nie teraz. Teraz jest dla mnie bardzo łaskawe i nie czuję potrzeby większych zmian. Niech się dzieje, niech każdy dzień daje mi to, co do tej pory, a będzie dobrze. Przyjdzie czas i potrzeba: zacznę wołać myślami dobre zdarzenia, teraz nie. Teraz jest mi dobrze.
Afirmacja: może później.

Zmuszanie się do czegokolwiek nie jest dobre. Samo słowo: przymus nie kojarzy się zbyt dobrze. Kiedyś kobiety musiały prać w lodowatej wodzie rzeki, bo nie było pralek. Kiedyś dzieci bawiły się na podwórkach, bo nie każdy miał w domu komputer. Nikt nie był z tych powodów nieszczęśliwy, bo nikt nie odbierał tego jako przymus, tylko raczej rzeczywistość. Akceptowało się to, co się ma i nie było w tym ani krzty złego.
Dopóki nie pojawia się przymus - żyje się całkiem nieźle.

I ja, w tym nowym roku, nie mam najmniejszego zamiaru zmuszać się do czegokolwiek. Akceptuję to, co należy, bo po cóż robić inaczej?

Choć Sylwester dawno za nami, życzę Wam mądrych decyzji.

Ż.


  • Share:

Podobne posty

0 komentarze