Koc, praca i jabłuszko.

Wstaję. Szybko, właściwie nogi od razu wychodzą spod kołdry. Gdybym została chwilę dłużej - już bym nie wstała zawinięta w czeluście pościeli, zaduszona poduszką.

Biegnę do łazienki. Później do kuchni. Znów do łazienki. I kuchni. Dwoma rękoma robię trzy rzeczy równocześnie. I niech mi ktoś powie, że kobiety nie mają podzielności uwagi!

Wychodzę. Ostatnio trochę zimniej, zakładam płaszcz i chustę. Gardło nie lubi chłodu, trzeba o nie dbać. Wciskać cytrynę do herbaty i mieszkać z miodem.
Na miejscu jest już dobrze. Nadal jednak mało czasu. Chciałoby się powiedzieć więcej, zrobić więcej zadań, posłuchać co dzieci mają do powiedzenia. Czas czas, sekunda po sekundzie, muszę trzymać się harmonogramu. Patrzę na zegarek i opowiadam, pokazuję, słucham, uczę.

Ku ironii losu, z zawodu jestem nauczycielką. Ironia, bo nadal sama jeszcze się uczę. Uczę innych i równocześnie sama chłonę. Jak przyprawić zupę, kiedy wyjść z psem na spacer, co można powiedzieć, a co trzeba. Uczę się cierpliwości do gryzących zębów mojego psiaka i podglądam dzieci w ich dobrych porywach.

Miły akcent. W naszej szkole obowiązują zdrowe przekąski - każdego dnia w mojej klasie pojawia się talerz z jabłkami, morelami, papryką i co jeszcze do głowy przyjdzie... Do podziału, kto chce - proszę bardzo. Dzieci lubią owoce, nikt mi nie wmówi, że dzisiejsze młodsze pokolenie jest bezwartościowe i nauczone złych nawyków na wskroś.
Talerz z jednym, ostatnim jabłkiem. Podchodzi chłopiec, zabiera, a kiedy się odwraca, widzi drugiego, który też po jabłko zmierzał. Odwidziało się drugiemu od razu widząc pusty talerz. A pierwszy tymczasem chciał dwoma małymi rączkami przełamać to ćwierć jabłka i podzielić je na dwoje.

Lubię pracę z dziećmi.Przypominają mi o tym, że w rzeczy samej - każdy jest dobry gdzieś tam wewnątrz, a czasami wystarczy tylko delikatnie pokierować na właściwy tor. Lubię dzieci za pokazywanie mi, że człowieczeństwo jest w nas, dopiero później gdzieś to się z nas ulatnia. Pojawiają się schematy, zachęty, iż trzeba być piranią, by się utrzymać w wodzie itp.

W wiadomościach telewizyjnych dudni i trąbi o uchodźcach szukających człowieczeństwa poza granicami własnego kraju. Szkoda patrzeć, że niektórzy tak bardzo poszli naprzód w obłęd, że należy uciekać od nich jak najdalej. 
Nie wypowiem się na temat przyjmowania ich czy też nie. To problem moralny dla każdego. Dać dom, czy nie dać? Przyjąć czy wygonić? Papieża posłucham, kiedy księża dadzą przykład. 

Wrzesień zaczął się dla mnie obficie. Szkoła - dom i obiad - kurs angielskiego - papierologia. Całe dnie wycięte i gdzieś rzucone, już minione. Nawet nie wiadomo kiedy. Kurs na szczęście już się skończył, wczoraj zrobiłam scenariusze na cały tydzień prowadzenia lekcji (tak tak, przygotowuję się z przewodnikiem). Dzisiaj pierwszy raz od kilku miesięcy miałam czas na drzemkę. Pod kocem, w ciszy, nawet piesul spał gdzieś w kącie.

Robi się przytulnie - koc już czeka na kanapie, herbata jakoś sama się parzy, skarpetki wychodzą z szafy... Robi się wygodnie i spokojnie. Wreszcie ;-)

Pozdrawiam Was wszystkich, dobrego wkroczenia w zbliżającą się jesień!
Ż.






2 komentarze:

  1. Jaki pieseł cudowny. Sama mam kundelkę i jest to najukochańsze zwierzę na świecie. Uwielbiam psy i nie da się tego ukryć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochany, a jaki już duży!! Nawet sobie nie wyobrażam, jak będę dziecko własne przeżywać ;-)

      Usuń

INSTAGRAM

@zan.garczynska

Uwaga!

Wszelkie prawa zastrzeżone. Moje dumki są moją własnością, prywatne zdjęcia również. Skontaktuj się ze mną, jeśli kiedykolwiek przyjdzie Ci do głowy coś skopiować lub podebrać!