Wstrętni nauczyciele i ich zadania z gwiazdką!

By Żaneta Gy. - 05:16

Poniedziałek zaczął się rozrywkowo. Z suchego basenu Poli wyskoczył dziś pająk rozmiarów jednej z piłek, a na horyzoncie bohaterów brak. Pomimo odrętwienia wszystkich moich kończyn, ubiłam dziada, związałam go w worku na śmierci i modlę się, by jednak nie ożył i nie wyszedł, bo drugi raz bicia pajęczej krowy mogę nie znieść bez reanimacji. Jednak prawdziwe poruszenie mojej duszy małych rozmiarów zaczęło się przy podczadrzemkowym scrollowaniu Facebooka...


ZADANIE Z NIEWIADOMĄ

Bardzo szybko wpadło mi pod palec zdjęcie zadania z matematyki, z gwiazdką, które wymagało trochę większego nakładu pracy zwojów mózgów, jednak nie było nie do wykonania. Przy zdjęciu komentarz oburzonej Pani Mamy, z której aż kipiało jadem nienawiści.

Była szczerze zaniepokojona, ach nie... Wkurwiona! Tym, że takie zadanie zostało umieszczone w podręczniku dla klasy IV. Nie zwróciła uwagę na to, że oznaczone gwiazdką (czytaj: trudniejsze!). Według owej Pani Mamy to ewidentne "naciąganie programu", pomimo tego, że "jeszcze nie mieli niewiadomych" i dygresja, że może to chodzi o to nauczycielom, żeby to RODZICE uczyli swoje dzieci, a nie oni?

Drodzy Czytający, oto zadanie:



Pod zdjęciem komentarze, że właściwie to normalne zadanie, że jakby sięgnąć pamięcią, to też za dzieciaka się takie rozwiązywało... W związku z czym szybka zmiana tematu w komentarzach, dotycząca zadań domowych. I tu komentarze:

"To powinno być wyjaśniane przez nauczyciela, a nie do domu!".
"Dokładnie, a nie drukowane kartki i wciskane do domu, żeby dzieci i rodzice nad tym siedzieli."
"Nauczyciel się nie przemęczy, a rodzic w domu drugą szkołę musi otwierać".
"A tu piękna pogoda, a dziecko musi nad książkami siedzieć, bo same sprawdziany i takie zadania!".
"Ostatnio z kartkówki nawet najlepsi dostali 1, więc coś jest chyba z nauczycielem nie tak".
"Rodzic może pomóc, a nie przerabiać to, co powinien zrobić nauczyciel".

Odpisałam wykorzystując wszystkie znaki w komentarzu. Dyskusja się ucięła. 

1. ZADANIA Z GWIAZDKĄ
Od zawsze znane jako trudniejsze. Dla bystrzaków. Ja nienawidziłam ich bardziej niż całej matematyki, a szkoda, bo może gdybym bardziej się do nich przyłożyła, rozwiązywanie sudoku na trzecim poziomie nie zajmowałoby mi tylko godzin dumania.
Dlaczego są zadawane do domu?
Dlatego, że! 
Na lekcji należy rozwiązywać zadania łatwe i średniozaawansowane - nawet jeśli Twoje dziecko to bystrzak i robi te zadania z palcem w nosie, to jednak 90% pozostałych uczniów bez pomocy ich nie zrozumie. Wyjścia, jakie ma nauczyciel: 
a) rozwiązywać zadania, które wykona większość uczniów;
b) wejść na poziom z gwiazdką, żeby zachęcić do myślenia bardziej uzdolnionych uczniów i olać tych, którzy ogarniają tylko podstawy;
c) zamknąć dzieci w klasie i trzymać tak długo, aż nie podejdzie do każdego z problemem w liczeniu, dopóki nie rozwiąże zadania z gwiazdką;
d) zadać do domu, żeby dzieci faktycznie lubiące matematykę miały szansę wyjść poza schemat myślenia matematycznego.

2. ZADANIA Z NIEWIADOMĄ
To, że nie ma w zadaniu x, y, z, co wszyscy pamiętamy z podstawówki, nie znaczy, że niewiadomych się nie szukało w zadaniach wcześniej. Grafy, zadania z okienkiem... Świta?

3. ZA DUŻO ZADAWANE DO DOMU
Temat na osobny post. Podstawowe pytanie brzmi: czy było to zgłaszane nauczycielowi? Czy tylko wykrzykiwane w domu nad książkami i głową dziecka? Naprawdę, drogi Rodzicu, myślisz, że nic nie możesz zmienić w tej kwestii? Budzące się szkoły - warto poczytać. Coraz więcej szkół odchodzi od zadawania prac domowych. Można.
Na marginesie: rodzicu, zajrzyj ile zadań dla dzieci przygotowane jest w książkach. Powiem Ci niedługo, jak wygląda 45 minut lekcji, może zrozumiesz, dlaczego tak wiele zadań jest niezrobionych w szkole.

4. NACIĄGANIE PROGRAMU
Rodzicu, z ręką na sercu, powiedz mi, ile razy zainteresowałeś się i przeczytałeś program danego przedmiotu? Jeżeli nauczyciel gna jak szalony, stopuj go. Jeśli ślimaczy, poganiaj. Z ręką na puls... Tfu! Programie.
Wystarczy czasami zerknąć, by zobaczyć, że programy są przepełnione wiedzą, którą powinni nabyć uczniowie i z której to realizacji zajęć nauczyciele są rozliczani. Biegną, bo muszą. Kiedy strajkowali przed zmianą w szkołach, bo to widzieli, nieliczni rodzice podawali rękę, pozostali siedzieli w domach. Zapewne ci, którzy przepełnione programy akurat czytali do porannej kawki.

5. KTO, DO CHOLERY, MA UCZYĆ MOJE DZIECKO??
Dobre pytanie. Logicznym byłaby odpowiedź, że wiadomo! Nauczyciel! Jednak pokusiłabym się o małe dochodzenie w kwestii tego, czy Ty - Rodzicu, wiesz jak uczy się Twoje dziecko? Powiem Ci jak może się uczyć na lekcji, a Ty spytaj swojego małego brzdąca, jak to wygląda:
a) słucha nauczyciela i rozumie (nieliczni);
b) słucha nauczyciela i NIC nie rozumie;
c) gada z koleżanką z ławki;
d) trzyma się za brzuch, bo go boli po zjedzeniu czekolady, zamiast kanapki;
e) patrzy w okno i myśli o nowym rowerze;
f) gra na telefonie pod ławką;
g) maluje zeszyt;
h) gryzie gumkę do mazania; albo ołówek;
i) wycina coś;
j) ogląda kredki i układa je w piórniku;
k) ...
...można wymieniać do wieczora.

RODZICU, BĄDŹ SHERLOCKIEM!

Nie twierdzę, że problem zbyt dużej ilości zadań domowych nie istnieje. Że nauczyciele nie zrzucają na zrobienie w domu zadań, których sami nie zdążą wykonać podczas lekcji. Nie zaprzeczam, że jest problem z naszym systemem edukacji.

Jedynie pytam: czy nie można porozmawiać?

Rodzicu, nie wiesz, co Twoje dziecko naprawdę robi na lekcji. Jeśli nie uczy się w szkole, to musi nadrabiać w domu. Innego wyjścia nie ma. Są dzieci, które wykonują zadania szybciej, robią następne, do przodu, ale jest ich garstka. Nad resztą "siedzi" nauczyciel. 

Dowiedz się, jak to wygląda w Twojej szkole. Skąd bierze się problem, czy możesz jakoś pomóc? Nie tylko nauczycielowi. Swojemu dziecku! Później smaruj okrutne komentarze na profilach społecznościowych dotyczące kadry pedagogicznej w szkole, jeżeli będzie to najsłuszniejsze rozwiązanie.

Nasz system edukacji pozostawia wiele do życzenia i to na to powinno się wylewać się pomyje, a później na nauczycieli, którzy w przepełnionych klasach, na korytarzach, często bez dostępu do nowych technologii i pomocy dydaktycznych, z biurkami pełnymi dokumentacji, muszą jeszcze walczyć z nawałem materiału do zrealizowania, lenistwem dzieci i pretensjami rodziców.

Bądźmy ludźmi. 



P.S. Czekam na Wasze historie o szkole, jej problemach, pochwały też chętnie ujrzą moje oczy. Porozmawiajmy! Mój e-mail znajdziesz w zakładce KONTAKT w menu  ;)

  • Share:

Podobne posty

0 komentarze